i co tym razem?
no cóż, skończyłam pewien etap w swoim życiu, tak panowie i panie mogę pochwalić się świadectwem ukończenia szkoły średniej.
tak, jestem po pierwszym egzaminie maturalnym, a jutro czeka mnie następny i tak aż do 22 maja.
i co z tego? no pytam się, co z tego?
co mi po tym wykształceniu średnim, po nic nie znaczącym świstku jakim w tych czasach jest matura i dostaniu się na wymarzoną anglistykę?
no co mi po tym?
dopiero teraz widzę jak to wszystko mnie unieszczęśliwia.
pogoń za ocenami, ten cały wyścig szczurów, ta presja - po co to komu?
współczuję ludziom, którzy brali to wszystko na serio tak jak ja.
oceny? niby mi na nich nie zależało, ale co z tego skoro głupia ambicja podpowiadała żeby zawsze być najlepszą? co z tego skoro rodzice oczekiwali coraz więcej i więcej.
no co z tego?
matura? nie odczuwam stresu, ale wkurwia mnie to, że muszę przejmować się wynikiem, wkurwia mnie ten cały ślepy i bezużyteczny system.
i co z tego? jestem jedną z wielu, która narzeka i nie może nic zmienić.
co mi po studiach? chcę się rozwijać, spełniać, ale czy jeszcze warto?
co człowiekowi po marzeniach, co w tych czasach one znaczą?
ktoś w ogóle w biegu, w sprawach dnia codziennego pamięta jeszcze o tym, że warto być szczęśliwym?
ja zapomniałam.
coraz częściej poddaję wątpliwościom wszystko, co robię.
zapomniałam już o tym wszystkim, co kiedykolwiek mnie cieszyło, o takich małych rzeczach.
teraz ciągle są problemy.
zdrowie, szkoła, matura, nawet głupi brak pieniędzy na przyjemności.
jak tu się z czegokolwiek cieszyć?
zapomniałam chyba nawet jak to jest być zakochaną pomimo posiadania wspaniałych przyjaciół i kogoś, kto właściwie pokazał mi jak to jest kochać.
i powiedzcie mi, co mi po tym wszystkim, co nie ma najmniejszego znaczenia?
jestem nieszczęśliwa, jestem bardzo nieszczęśliwa.
zdrowie? ciągłe problemy i komplikacje, zdążyłam się już przyzwyczaić, ale czy ciągle coś musi być nie tak? dlaczego?
szkoła i matura? a były, będą i wciąż sprawiają mi kłopoty i kojarzą się raczej z przymusem, trudnościami i smutkiem niż czymś dobrym. kto wie, może za parę lat będę myśleć inaczej, zatęsknię za liceum i latami, które w nim spędziłam.
na pewno tak będzie, ale teraz, teraz jest źle, teraz chcę już końca tego obłędu.
pieniądze? heh, zawsze jest ich mało, to oczywista sprawa, ale no cóż, trudno się nie przyznać, że w dzisiejszych czasach to nie problem.
przyjaciele? jestem im winna przeprosiny, bo ich zaniedbuje. bo nie mam czasu, ochoty i cierpliwości.
co się stało? dlaczego? nie mam pojęcia, ale powinnam ich przeprosić, bo dotychczas to oni byli moją siłą napędową.
miłość? jestem w niej trudna, wymagająca, ciężko mi dogodzić, ciągle znajduję nowe problemy.
ale teraz? no cóż, należy mi się chyba jakaś nauczka, zbyt dużo dobrego mnie spotkało, a ja nie umiem tego docenić.
no i pytam się, dlaczego do cholery tak jest?
gdzieś zgubiłam sens co? ciężko, cholernie ciężko, bo brakuje mi w moim życiu świeżości, pasji, brakuje mi szczęścia.
tak bardzo chciałabym poczuć się szczęśliwa, beztrosko spojrzeć w przyszłość i nie przejmować się tym, co mnie czeka.
słowo na koniec - szukaj szczęścia, szukaj go tam, gdzie na pozór może go nie być.